Przeglądam letnie wydanie „Pollstar" i widzę zestawienie „Venues With Capacities Of 5,000 Or Less" (miejsca z pojemnością do 5000 osób).
Jeśli jesteś oddanym czytelnikiem głównego zestawienia „Pollstar
(choćby nie mody), wiesz, że zwykle dominują w nim te same nazwiska – głównie artyści z wieloletnim doświadczeniem, grający w dużych salach. Ale to właśnie w mniejszych miejscach rodzą się kariery, dlatego byłem zainteresowany.
I kłamałbym, gdybym powiedział, że znam każdego artystę, który się tu pojawił.
Żeby było jasne – to nie są anomalie. To zestawienie za sześć miesięcy, trzeba było regularnie robić wyniki, żeby tu trafić.
Zacznijmy więc od miejsc z pojemnością 2001–5000 osób…
Numer jeden to Jerry Seinfeld – co nikogo nie dziwi.
Ale kłamałbym, gdybym powiedział, że znałem numer dwa – Subtronics. Okazuje się, że to DJ. To osobny świat, oparty na poczcie pantoflowej, prawdziwe podziemie jeśli chodzi o mainstream. Ale ludzie chcą się bawić. Więc przychodzą tłumnie oglądać aktualnie modnego DJ-a.
#3 to Bert Kreischer – nie do końca w moim guście, ale to znany komik.
#4 to kolejny artysta, o którym nie słyszałem – Josiah Queen. Google mówi mi, że to artysta chrześcijańskiej muzyki współczesnej, i to jest jeszcze bardziej osobny świat niż DJ-e/EDM – coś, co normalnie nie pojawia się na moim radarze.
#5 to Def Leppard. Ten zespół wydaje się wyruszać w trasę co lato – nie myślałem, że grają w tak małych miejscach. Reprezentują pewną epokę, chwała im za to.
#6 Mannheim Steamroller. Coroczne świąteczne wydarzenie (zestawienie obejmuje okres od 13 listopada 2025 do 13 maja 2026).
#7 K40S. Zabawne jest to, że googlując to imię, dostajesz wyniki dotyczące smartfona Xiaomi – wypełniają całą pierwszą stronę. K40S, o którym nie miałem pojęcia, okazuje się być artystą EDM, ale żeby to odkryć, trzeba wyszukać „K40S music" – artysta nie ma nawet strony na Wikipedii, nie wspominając o prasie – a mimo to przyciągał ponad 3000 osób wieczornie, z nocnym przychodem brutto wynoszącym 142 412 dolarów, i to nie są grosze.
#8 W tym miejscu pojawia się legendarny komik Jim Gaffigan.
#9 Michael McIntyre – kolejna osoba, o której nigdy nie słyszałem. Okazuje się, że to brytyjski komik i ma 50 lat!
#10 Josh Johnson – kolejny komik.
Jeśli policzycie, pięciu spośród dziesięciu najlepiej zarabiających artystów w tym, co kiedyś nazywaliśmy teatrami, to KOMICY!
Chwila, chwila, chwila… A co z tymi wszystkimi artystami ze Spotify Top 50 – czyż to nie oni mają napędzać kulturę, czyż muzyka nie jest wszystkim?
NIE!
Jeśli chodzi o media społecznościowe…
Na moim TikToku i w Instagram Reels widzę mnóstwo klipów komediowych. I w mniej więcej dwóch trzecich przypadków nigdy nie słyszałem o danej osobie. I prawie wszystkie są w jakimś stopniu śmieszne. Ale myślę sobie, jak bardzo jest to konkurencyjne. Każdy może spróbować, trochę jak z muzyką – ale zbudować bazę fanów i zarabiać na życie?
Komicy narzekają – to część ich repertuaru, łącznie z narzekaniem na podróże i właścicieli klubów – ale nigdy nie spotykam nikogo, kto protestuje, że system go wyzyskuje, że należy mu się uwaga i środki do życia. To domena „muzyków". Jak te perspektywy mogą być tak różne? Jedni i drudzy żyją i umierają z uwagi publiczności, a ta uwaga przekłada się na wynagrodzenie. I żeby osiągnąć sukces w komedii, musisz pracować na żywo. Nie widzę ludzi wrzucających klipy z sypialni, bez publiczności. Trzeba wyjść do ludzi. Ale jest masa muzyków, którzy nigdy nie grają na żywo – po prostu nie mogą dostać angaży.
No cóż, jest też mniej miejsc, gdzie można grać.
Ale czy to ma coś wspólnego z muzyką samą w sobie?
Powiedziałbym, że tak. Ludzie są gotowi płacić za rozrywkę, ale wydaje się, że to komicy są tymi, których chcą oglądać. A komik nie może regularnie „sypać się" na scenie – inaczej przestanie mieć pracę. Musi odnosić sukcesy przez większość czasu.
Konkluzja jest taka: komedia przejęła miejsce muzyki na ostrzu nowoczesności.
Oczywiście są sieci klubów i speciale na Netfliksie, ale to wciąż Dziki Zachód w porównaniu z muzyką. W muzyce wszyscy narzekają na wytwórnie, Live Nation i Ticketmaster, ale w komedii artyści wiedzą, że sukces muszą sobie wypracować sami.
I widzę odpowiednik filmów z open mic w mediach społecznościowych. Jest mnóstwo ludzi, którzy będą robić stand-up lokalnie, ale nie pójdą dalej – bo reakcja publiczności nie jest wystarczająco mocna i nie są gotowi włożyć w to pracy. A musisz włożyć pracę, jeśli jesteś komikiem. Nawet jeśli teoretycznie kupiłeś swój materiał, to tylko połowa sukcesu – musisz wiedzieć, jak go wykonać.
I komicy nie znają granic – są odważni, nie wychodzą na scenę bojąc się zrazić sponsorów, nie myślą o liniach odzieżowych. Sprzedają swoją tożsamość – cokolwiek zagraża ich tożsamości, ostatecznie uderzy w ich wyniki finansowe i skróci karierę.
Jeśli chcesz usłyszeć prawdę, idź na spektakl komika.
W muzyce to rzadko jest główny element. Jak mogłoby być, skoro muzyka powstaje przez komitet? Komicy są wyjątkowi. Musisz mieć osobowość i własny punkt widzenia, żeby w ogóle odnieść jakikolwiek sukces.
Konkluzja jest taka: liczby nie kłamią, publiczność reaguje.
A gdy przejdziemy w zestawieniu do mniejszych sal, komicy nadal biją powyżej swojej wagi.
Komedia nie jest niczym nowym, ale pięćdziesiąt lat temu, jeśli chodzi o modnych komików, mieliśmy George'a Carlina i… może Roberta Kleina. I gromadę reliktów z Borscht Belt.
To nie jest komedia dawnych lat.
To komicy nakłuwają polityków i przesady zwykłych ludzi. To część ich show – wyśmiewanie głupców z pierwszych stron gazet i rzeczy, które po prostu nie mają sensu. To nie jest Fox kontra MSNBC, nie ma tu ukrytej korporacyjnej agendy – komicy są outsiderami komentującymi bieżące wydarzenia i życie w ogóle. Jasne, chcą zarabiać, ale nie marzą o tym, żeby wejść do środka i przejąć stanowiska tych, z których się śmieją. No dobra, mieliśmy Al Frankena, ale wiadomo, o co mi chodzi.
Innymi słowy, komedia przejęła władzę muzyki. I jest tak gorąca, że przyciąga naśladowców. To jest ekscytujące i wszystko, tylko nie fałszywe.
I nie potrzeba sprzętu ani świty – jeśli ci się uda, koszty są niskie, a zarabiasz całkiem przyzwoicie.
Ale musisz być dobry.
Nie – musisz być ŚWIETNY! A konkurencja jest zacięta, co podnosi poziom wszystkich.
I publiczność jest jak zahipnotyzowana.
~~~
Odwiedź archiwum: http://lefsetz.com/wordpress/
@Lefsetz http://www.twitter.com/lefsetz
–
Jeśli chcesz subskrybować LefsetzLetter
~~~
Pierwotnie opublikowane przez Boba Lefsetza w Leftsetz Letter
Wpis Comedy Is Hot pojawił się jako pierwszy na The Big Picture.


