Piłkarze Anglii świętują po zwycięstwie w meczu 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026 przeciwko Meksykowi na Estadio Ciudad de México w Meksyku 5 lipca 2026 r. (Zdjęcie AFP)
PETALING JAYA: Wielkie psy wciąż padały. Najpierw czterokrotni mistrzowie Niemcy. Potem trzykrotni finaliści, Holandia. A wcześniej dziś, największy pies ze wszystkich, rasowy mistrz i pięciokrotny triumfator, Brazylia.
Znokautowani przez wikinga i odpadający z warknięciem. Ale niemiecki trener odnalazł w Anglii ducha buldoga, by zaplanować epickie przetrwanie.
Zapowiedzi były złowróżbne. Outsiderzy nabrali rozpędu na tych Mistrzostwach Świata i Anglia po prostu musiała być następna. Anglia zawsze znajdzie sposób, by przegrać.
Mieli szczęście pokonać DR Konga i uniknąć jednej z największych piłkarskich katastrof, mieli też szczęście pokonać Ghanę. Nieprzekonujący przeciwko słabszej Panamie, byli w formie tylko przez pół godziny przeciwko Chorwacji.
Niepewni w obronie, zależni od Harry'ego Kane'a w ataku, bez kreatywnych graczy, którzy zostali w domu, zastanawiano się, dlaczego ich fani płacą tysiące, by jechać i ich oglądać.
Jeśli mecz z Kongiem sprawił, że już pisaliśmy o wielkich angielskich katastrofach aż do 76. minuty, tym razem miało być inaczej.
Przegrana z Meksykiem na Aztece nie jest powodem do wstydu, ale coraz trudniej było dostrzec angielskie zwycięstwo.
Raul Jimenez strzela z rzutu karnego w 69. minucie, zmniejszając prowadzenie Anglii do 3-2 w meczu, który został opóźniony z powodu ekstremalnych warunków pogodowych. (Zdjęcie AFP)
Po losowaniu perspektywa spotkania z Meksykiem o miejsce w ćwierćfinale wydawała się kusząca. Anglia wygrała sześć z ich dziewięciu spotkań.
Anglia jest sklasyfikowana 10 miejsc wyżej niż gospodarze. Według Fotmob, 21 graczy w kadrze Anglii jest wycenianych wyżej niż najlepszy Meksykanin. Na papierze Anglia była faworytem.
Ale podczas gdy Trzy Lwy tylko przelotnie ryczały, gospodarze byli w świetnej formie. Wygrali wszystkie mecze i nie stracili bramki.
Przed własnymi kibicami zawsze byli groźni. Teraz wyglądali na niepokonanych.
Stadion Azteca zawsze był onieśmielający. Teraz jest przerażający.
Dochodzi jeszcze wysokość – 2240 metrów. Eksperci twierdzą, że sportowcy potrzebują trzech tygodni na aklimatyzację. Anglia będzie miała 48 godzin.
Nigdy w swojej najlepszej formie w upale, a duch Diego Maradony wciąż ich prześladuje, szanse się odwróciły. Według wielu dobrych znawców Anglia nie była już faworytem.
Anglia miała słaby punkt na prawej obronie; gwiazda Meksyku, Julian Quinones, jest lewoskrzydłowym. Mógł sobie tylko oblizać usta.
Dwóch najlepszych graczy Anglii, Declan Rice i Bukayo Saka, było dalekich od pełnej formy. Można by tak dalej: oznaki porażki piętrzyły się.
Nie mieli nawet przespać nocy, ponieważ meksykańscy kibice planowali trzymać ich na nogach przez całą noc.
Główny trener Anglii, Thomas Tuchel, był bardzo ożywiony podczas całego spotkania, w którym jego drużyna, zredukowana do 10 graczy w 54. minucie, kurczowo trzymała się słynnego zwycięstwa. (Zdjęcie EPA Images)
Angielski związek piłkarski zapewnił nawet menedżera Thomasa Tuchela, że zachowa posadę, jeśli przegrają. Niewielkie to było wotum zaufania.
Ale potem nadeszła burza i opóźnienie. Deszcz i zimno – angielskie warunki – ale nie mogło to ostudzić ekscytacji ani poczucia grozy.
Ale Anglia miała coś jeszcze, coś nowego – najlepszego menedżera.
Zamiast nastawionego na bezpieczeństwo Garetha Southgate'a, zatrudnili Niemca Tuchela, sprawdzonego zwycięzcę w Chelsea, Bayernie i PSG.
Jest bystry, konkretny i pozytywny.
Czy pod jego wodzą mogliby wreszcie przełamać ten niepozazdroszczony rekord autodestrukcji w późnych fazach turniejów?
Właśnie po to zatrudniono go do takich meczów. I cokolwiek mu płacą, to się opłaciło. Zmienił mentalność.
Były główny trener Meksyku, Juan Carlos Osorio, powiedział, że dla Anglii ten mecz będzie walką między postawą a wysokością. I ludzie Tuchela wznieśli się na wyżyny.
Skądś przywołali ducha bohaterów z 1966 roku, by heroicznie trwać w dziesiątkę przez prawie całą niekończącą się drugą połowę.
Uznanie należy się całej drużynie wojowników, ale także Tuchelowi za to, że wniósł tę pewność siebie w atak i stworzył platformę, której będą się dzielnie trzymać, gdy nadejdzie meksykański atak.
Duch walki, by zignorować czerwoną kartkę i rzut karny, gdy słabsi mogliby opaść z sił.
Azteka stała się Alamo w szaloną, wściekłą, ale sławną noc.
Wbrew wszelkim przeciwnościom, wysokości, wrogości, a potem grze w osłabieniu, to musi przejść do historii jako jedna z najlepszych dwóch godzin w historii Anglii.
Oprócz nokautujących ciosów, które zadali w pierwszej połowie, bramkarz Jordan Pickford popisał się własnym kluczowym dubletem – dwiema interwencjami światowej klasy.
Jarell Quansah (26) z Anglii reaguje po otrzymaniu czerwonej kartki podczas meczu 1/8 finału Mistrzostw Świata FIFA 2026 między Meksykiem a Anglią w Meksyku, 5 lipca 2026 r. (Zdjęcie EPA Images)
Nie mógł powstrzymać rakiety Quinonesa w samo okienko, ale dowodził swoim polem karnym dzięki kluczowym wybiciom i odważnym interwencjom.
Niezdecydowane rozpoczęcie meczu sprawiło, że Meksyk był na prowadzeniu. Ale błyskawicznym podwójnym uderzeniem Anglia nagle prowadziła 2-0.
Jude Bellingham dwiema szybkimi bramkami w pierwszej połowie i rzutem karnym Harry'ego Kane'a dał Anglii podstawę do zaciętej walki w pełnym napięcia meczu 1/8 finału. (Zdjęcie AFP)
Szybki łup 2.0. Zaledwie 99 sekund dzieliły dwie bramki Jude'a Bellinghama, które uciszyły stadion.
To była ledwo wiarygodna scena dzięki oportunistycznym strzałom Jude'a Bellinghama.
Pickford, który był wcześniej krytykowany, rozegrał swój najlepszy mecz dla Anglii, gdy było to najbardziej potrzebne.
Tuchel dokonał zmian, wprowadzając świeże nogi. Zawsze zdecydowany, zawsze pozytywny. Jego gracze wzięli z niego przykład i przetrwali, by opowiedzieć tę historię.
I có to była za historia!


